Agnieszka z Warszawy

Podwójny Sylwester (2009 / 2010) w Laponii to była nasza najlepsza decyzja 2009 roku. Marek-właściciel firmy zajmował się nami osobiście. Dzięki temu, już i tak rewelacyjny, program dostosowywaliśmy i wzbogacaliśmy w trakcie trwania wyjazdu. Marka znajomość lokalnych warunków i możliwości spędzania wolnego czasu w połączeniu z doskonałym kontaktem z lokalnymi przewodnikami i firmami, pozwoliła nam spędzić tydzień bez stresu, a przy tym bardzo intensywnie. Program był przygotowany na wysokim poziomie profesjonalizmu: wycieczki i atrakcje, ich rozplanowanie w czasie, hotel, jedzenie, komunikacja. Wszystko celująco. Ja całkowicie zwariowałam na punkcie jazdy w psich zaprzęgach. Zaprzęgi reniferów są odrobinę mniej porywające (renifery z założenia to niezbyt wyrywne zwierzątka). Całodniowe wycieczki na skuterach śnieżnych były niesamowite i przegrały z psami tylko minimalnie. Hotel śnieżny na pewno warto zobaczyć, chociaż teraz już wiem, że nie chciałabym tam spać. Wyjazd do Rovaniemi był ciekawy. Mnie bardzo podobało się Arktikum (takie mini londyńskie Natural History Museum: geologia, przyroda, etnografia). Wioska św. Mikołaja też bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Oczekiwałam amerykańskiego zalewu plastikiem i sztampą, a było bardzo ładnie i sympatycznie. Dodatkowo, z tego co widziałam, dla dzieci (i to nawet 10 czy 12 letnich) spotkanie ze św. Mikołajem było dużym przeżyciem. Łowienie ryb pod lodem i palenie ogniska na zamarzniętym jeziorze-rewelacja. Odwiedziny w gospodarstwie, gdzie starsza Pani opowiadała o zwyczajach i historii tej okolicy, były niesamowite. Zakończenie tej wizyty typowym posiłkiem z gulaszem z reniferów było jak wisienka na torcie. Fakt, że pomysł podwójnego Sylwestra był świetny, jest zrozumiały sam przez się. Czego żałujemy to faktu, że nie mogliśmy tam zostać dłużej. Nie zdążyliśmy pojeździć na nartach (obok hotelu jest stok), ani na nartach biegowych (dziesiątki kilometrów tras), ani pójść na spacer na rakietach, ani poszaleć na saneczkach (są dostępne na miejscu, a my tylko jeździliśmy nimi w ramach kompleksu hotelowego. Na psie zaprzęgi to by się przydała całodzienna wyprawa, a nie przebieżka dookoła jeziora. No i było zdecydowanie za ciepło (tylko -15, co sprawiało wrażenie jakby było lato). A ponieważ padał śnieg, to również nie zobaczyliśmy zorzy. Szkoda też, że kiedy tam byliśmy lód na jeziorach miał tylko 30 cm, a ścigać samochodami po jeziorach można od 40. A pokazywali nam piękne auta z kolczastymi oponami przygotowane do wyścigów na lodzie Następnym razem! Serdecznie polecam Marka i jego firmę, a także Laponię jako niestandardową destynację wakacyjną.